sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział XXII


Zbiorowe zamartwianie się nie trwało długo, bo zaledwie po kilkunastu minutach od ostatniej rozgrywki rozległo się pukanie do drzwi. Louis akurat wyszedł opróżnić popielniczkę, więc bez namysłu, przyzwyczajona, że jestem u niego już niemal domownikiem, poszłam otworzyć. Zayn miał czerwone od mrozu policzki, a jego kruczoczarne włosy pokryła warstwa gęstego, sypkiego śniegu. Minął mnie bez żadnego przywitania i stanął w przedpokoju. Rozległy się okrzyki ulgi połączone z wyrzutami. A ja dalej stałam jak wryta, nie mogąc zrozumieć, dlaczego mnie olał.

– Co to miało być? – zapytałam z wyrzutem i odkręciłam się na pięcie w kierunku całej reszty.

Zayn zdążył przez ten czas zdjąć buty i kurtkę. Stał na środku pokoju w seledynowej koszulce z wielkim, rysunkowym kurczakiem na piersi i strzepywał roztapiający się śnieg z mokrych włosów. Do tej pory nie przywitał się z nikim, nie powiedział nawet słowa. Stanął wyprostowany i spojrzał prosto na mnie. Nawet nie zauważyłam, kiedy dosłownie w jedną sekundą niemal skoczył na mnie, przyłożył mi obie zmarznięte dłonie do policzków i równie gwałtownie przycisnął swoje czerwone, chłodne usta do moich. Jego język natychmiastowo wśliznął się w moje usta, a ja, oniemiała, zareagowałam odruchowo. Objęłam go za kark i przyciągnęłam mocno do siebie. Czułam jak miękną mi nogi. Zayn całował mnie z taką namiętnością, że przez chwilę bałam się, że zabraknie mi oddechu i zemdleję z braku tlenu. W końcu odsunął się i spojrzał mi prosto w oczy, jednak mój wzrok powędrował gdzieś ponad jego ramieniem, gdzie wewnątrz pokoju stał niebieskooki chłopak z pustą popielniczką w lewej ręce i zaciśniętymi z całych sił ustami w nerwowym grymasie.

– Mils, muszę ci coś powiedzieć – wydyszał, jakby przed chwilą skończył biec maraton.

– Niewątpliwie… – bąknęłam zmieszana, wodząc wzrokiem po zszokowanych minach ludzi stojących za jego plecami.

– Przepraszam, że nie przyszedłem na czas. Sorry, byłem na policji, przesłuchiwali mnie. – Po jego minie widać było, że stara się powiedzieć wszystko jak najkrócej i najbardziej zrozumiale, jednak gubi się we własnych myślach i nie wie jak ubrać wydarzenia w zdania. – Rozładowała mi się komórka, pewnie dzwoniłaś, ładowałem ją rano, pieprzony grat…

– Czemu byłeś na komendzie? – zapytałam, sprowadzając go z powrotem na dobre tory.

– Pojechałem wieczorem do wujka, wiesz, on teraz handluje drzewkami, bo okres przedświąteczny, no i pojechałem do niego, żeby mu pomóc pakować te choiny, w ogóle to pokłułem się cały tymi igłami…

– Zayn, kurwa! Co się stało?! – Puściły mi nerwy.

– Sorka, Mils, nie przeklinaj. Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale…

Zapadła niezręczna chwila milczenia. Chłopak oglądał swoje stopy i czekał, aż podadzą mu odpowiednie słowa, inni przyglądali się całej tej scenie jak publiczność w teatrze.

– Dziś w nocy ktoś podpalił twój dom.

Czułam, że moje wargi zaczynają lekko drżeć. Eleanor głośno westchnęła z przerażenia i zasłoniła ręką usta. Louis nerwowo wodził wzrokiem od Zayna do mnie i z powrotem, jakby nie chciał stracić ani sekundy z widoku jego i mojej twarzy. To on odezwał się pierwszy, przerywając przerażającą ciszę wiszącą w powietrzu.

– Ugaszono pożar? – Ton jego głosu mroził powietrze.

– Wszystko spłonęło – odpowiedział Zayn. Nawet nie odkręcił wzroku w stronę Louisa, wciąż patrzył na mnie. – Nic się nie stało, to tylko chałupa. – Przyciągnął mnie do siebie i czule objął.

Może jestem szalona, ale w tamtej chwili nie pomyślałam o tym, że straciłam jedyne miejsce zamieszkania, które należało do mnie, że prześladuje mnie podpalacz zamachowiec, który szukał mnie do skutku i przyleciał za mną z samej północy Wielkiej Brytanii, że bez odrobiny szczęścia, byłabym już śmierdzącym węgielkiem lecz jedyną myślą w mojej głowie było to, że… teraz wszyscy już na pewno myślą, że Zayn to mój chłopak. Nie mogłam uwierzyć, że mój mózg mi to robi, w takiej chwili! A może zadziałał mechanizm psychologicznego wyparcia i podświadomie broniłam się przed okrutną prawdą?

– Jeśli pozwolisz, to pójdę jutro z tobą na policję. Nie powinnaś być teraz sama. – Czyjaś chłodna ręka dotknęła mojego ramienia. To była Eleanor. Nawet w takiej chwili zachowywała się z klasą. Z jednej strony jej propozycja wywołała we mnie oburzenie, bo ostatnie czego było mi trzeba, to jej litość i współczucie, ale z drugiej strony podziwiałam ją za tę klasę i bycie stuprocentową damą nawet na popijawie z kryminalną historią w tle.

Nie mówiłam nic. Wszystko działo się jakby obok mnie, jak gdybym była duchem i przypatrywała się wszystkiemu z boku. Nawet nie zauważyłam, kiedy Mały Książę z Liamem wyszli odprowadzić Natalie i Eleanor. Ktoś coś do mnie mówił, ktoś kładł mi rękę na ramieniu, ktoś całował mnie w policzek, ktoś inny podawał mi papierosa i lampkę wina. A nie było mi nawet smutno. Nie czułam nic, kompletne zobojętnienie. Patrzyłam rybimi oczami na ludzi przechodzących koło mnie i myślałam, że tak właśnie patrzą psy – niby wszystko widziałam, niby znałam te twarze i rozumiałam, że chodzą po pokoju, ale kompletnie nie wiedziałam po co, dlaczego i o czym rozmawiają.




* * *



Całą noc nie zmrużyłam oka. Nie męczyły mnie żadne złe myśli, czarne nastroje, nic z tych rzeczy. W głowie miałam zupełną pustkę, ale mimo to po prostu nie potrafiłam odpłynąć w sen. Wciąż bezsilnie przewracałam się z boku na bok i co jakiś czas wstawałam, żeby wypić szklankę wody, jakby była magicznym lekarstwem nasennym. Gdy w końcu udało mi się zasnąć, był już słoneczny, mroźny ranek, a z kuchni dobiegał zapach smażonej jajecznicy na boczku. Hanna nuciła pod nosem starą, francuską piosenkę. Pamiętam dobrze, bo śniłam tę melodię. Szłam przez ogromne, puste lotnisko. Była zimna noc, widziałam przed nosem swój oddech, który marznącą mgiełką osiadał na moich włosach. Słyszałam jedynie odbijające się ze wszystkich stron echo moich kroków i tę piosenkę, która dobiegała nie wiadomo skąd. Postanowiłam za wszelką cenę odnaleźć kobietę, która śpiewa. Mijałam kolejne, opuszczone bramki kontrolne. Głos się nasilał, słowa stawały się wyraźne. Tu m'as privé de tous mes chants śpiewała mała dziewczynka, siedząca tuż przy wejściu na płytę lotniska. Chciałam zapytać, co robi tutaj sama o tej porze, jednak gdy podeszłam bliżej, zobaczyłam swoją twarz. Kilkuletnia Miley otworzyła szeroko buzię, tu m'as vidé de tous mes mots, a jej oczy błyszczały w półmroku jak ślepka zwierzęcia.

Gdy obudziłam się, było już późne popołudnie. Za oknem sypał gęsty śnieg. Uliczne latarnie świeciły bladym światłem, które wpadało przez okno do mojego pokoju, malując delikatne, wyblakłe pasy na ścianie. Była niedziela. Hanna wyszła do kościoła na wieczorne nabożeństwo. Poszłam podgrzać sobie obiad i zajrzałam do pokoju Harrego, który pisał maila z laptopem na kolanach i jednym okiem oglądał w telewizji wywiad z Keithem Richardsem.

– Czy tylko ja dziwię się, że on jeszcze żyje? – zapytał, gdy tylko zobaczył mnie w progu.

– A kto to jest? – zapytałam zupełnie dla zgrywu i zrobiłam głupią minę, żeby nadać temu autentyczności.

Mały Książę westchnął. Złapał się na haczyk.

– Oj, dobra, dobra, żartowałam – krzyczałam już z kuchni, wyciągając z mikrofalówki pulpety z sosem – przecież wiem, że Bruce Springsteen! – Ledwo skończyłam mówić, szybko włożyłam sobie kawałek mięsnej kulki do ust, żeby nie zaśmiać się w głos. Książę nie odpowiedział. Chyba na tę chwilę umarł.

Wysłałam Louisowi sms-a, żeby upewnić się, że jest w domu. Sam, oczywiście. Gdy tylko dostałam odpowiedź, byłam pod jego drzwiami szybciej niż raport dostarczonej wiadomości na jego wyświetlaczu.

– Dobrze się czujesz? – zapytał z troską w głosie.

Miał na sobie beżowe spodnie i błękitną koszulę w delikatną, czarną kratkę. Jego oczy, przy tym zestawieniu kolorystycznym, były cudownie podkreślone i niemal lśniły lazurową łuną. Uśmiechnął się delikatnie i nerwowo przeczesał palcami idealnie ułożone włosy. Był wtedy najpiękniejszym mężczyzną na świecie, gwarantuję.

– Tak, dziękuję. – Odwzajemniłam uśmiech i poczułam, że mój przełyk zamienia się w pustynie. – Ale kawa sprawi, że będzie jeszcze lepiej – wyskrzeczałam z zaciśniętym gardłem i poczułam się zła na siebie, że znowu nie potrafię ukryć tego, jak działa na mnie Louis.

– Jak sobie życzysz, pani. – Zalotnie uniósł do góry jedną brew. – Proszę usiąść, zaraz podamy. – Pogłaskał mnie delikatnie po włosach i nim zdążyłam przedłużyć tę chwilę, już zniknął za rogiem w kuchni.

Usiadłam przy stoliku, na którym leżała sterta świeżo sprawdzonych klasówek z matematyki. Z ciekawości wzięłam pierwszą z brzegu. Uczennica o słodkim imieniu Holly Peacock dostała D. Spojrzałam na pierwsze zadanie, w którym napisała „trujkont ruwnoboczny” i poczułam jak krew odpływa mi z mózgu. Nie obchodziło mnie czy jest dyslektyczką czy dysczymkolwiek – najciszej jak tylko potrafiłam, podniosłam ze stołu czerwony długopis i wielkimi literami poprawiłam błędy. Odłożyłam kartkę. Zawahałam się chwilę i podniosłam ją z powrotem. Przy ocenie dostawiłam minus i w końcu poczułam, że spełniłam swoją misję.

Gdy już miałam zapalić triumfalnego papierosa, ktoś zapukał do drzwi.

– Otworzyć? – krzyknęłam do Louisa.

– Otwórz, to pewnie twój Zayn szuka swojej zguby – odkrzyknął, a w jego głosie słyszałam wibrujące szyderstwo.

– On nie jest mój – wymamrotałam pod nosem jak karcone dziecko i otworzyłam drzwi.

W szoku cofnęłam się o krok do tyłu. Byłam pewna, że zwariowałam. Miałam halucynacje, schizofreniczne urojenia, które wydawały mi się tak bardzo realne, że nawet czułam chłód topniejącego śniegu na ich postaci. Przerażona niekontrolowanie przyłożyłam rękę do ust, jak aktorzy na filmach na widok zmasakrowanych zwłok. Moje chore majaki były barczystym mężczyzną w skórzanej kurtce i spodniach do jazdy na motorze. Jego długie, mocno kręcone włosy, spływały po jego torsie. Wyglądał jak Slash w latach osiemdziesiątych po wykorzystaniu dziesięciu karnetów na siłownie. Wpatrywał się prosto we mnie czarnymi jak noc oczami i milczał z powagą na twarzy. Znałam go doskonale i wiedziałam, że rozsmakowuje się w widoku mojej zszokowanej miny, chce zapamiętać ten obraz, uchwycić ten moment lustrzanką w swoim mózgu. Dokładnie takiej reakcji oczekiwał, wszystko przebiegło zgodnie z jego scenariuszem. W końcu pozwolił sobie na delikatny uśmiech triumfu. Miliony razy odtwarzałam tę scenę w swojej głowie – stoję z jedną ręką przyciśniętą do ust, drugą trzymam się futryny, a przede mną Samuel wzrokiem przewierca każdą komórkę mojego ciała na wylot.

35 komentarzy:

  1. COOOOOOOOO?!?!?!?! SAM?! zaniemówiłam, rozwaliłaś mnie dziewczyno!
    proszę pisz następny jak najszybciej, bo w nocy nie usnę :/ uwielbiam Cię <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojejku, Sam!? Co on tu robi... wyczuwam problemy :/
    Czekam na kolejny :) ♥♥♥ xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Uhuhu zaczyna się dziać :D
    Nie mogę doczekać się dalszej części <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział jest fenomenalny! Uwielbiam Insomnię taaaak bardzo, że poprzednie rozdziały były dla mnie akcją totalną i nie ma znaczenia, czy kolejne będą z większą lub mniejszą dawką akcji - i tak będę cholernie się cieszyć na każdy następny rozdział. :) xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś fenomenalna, wiesz? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. serio ciekawie się zapowiada

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialne!!! Brak słów!!! To jeden z najlepszych blogów jakie czytam *O*

    OdpowiedzUsuń
  8. Samuel ???
    Skad on tu ?
    Oj bedzie sie dzialo ...

    OdpowiedzUsuń
  9. Każdego się spodziewałam, serio każdego, ojca czy matko powstałych z martwych ale nigdy nie wpadłabym na to że jest to Sam! Szok kompletny i kolejna dawka adrenaliny dla mojego serca dzisiaj je chyba wykończy xd.
    Zawsze Ci zapomnę napisać ale dziś wyjątkowo udał mi się nie więc pragnę C napisać że kocham twoją ksywę Harrego,serio. Jest taka unikatowa, inna i superaśna po prostu. Sama bym nie wpadła by go nazwać małym księciem (lubisz tą książkę?).
    Co do rozdziału to strasznie spodobało mi się twoje porównanie patrzenia na otaczający świat oczami Miley do patrzenia wzrokiem psa na nas tym bardziej że kocham zwierzęta :D
    Poza tym zaintrygowałaś mnie tym podpaleniem, co do cholery Zayn robił pierwszy na komisariacie? To czasami nie powinna być Miley? Poza tym, on dobrze wiedział że wszyscy będą u Louisa więc co on robił tam w pobliżu do cholery?(wnioskuję że tam był bo inaczej by go nie zgarli, co nie?)
    PS Przepraszam za błędy, nigdy nie umiem się ogarnąć jak powinno dobrze brzmieć stylistycznie i gdzie powinny stać przecinki. Moje przekleństwo.
    nuda 100

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię zwierzęta! Ale akurat od psów wolę koty, jestem ogromną kociarą i gdy tylko gdzieś zobaczę kota od razu drę się jak debil "koooootek" i biegnę go pogłaskać XD
      A Zayn był w pobliżu, więc to jasna sprawa, że go zgarnęli na przesłuchanie, mógł coś widzieć ;)
      I tak, lubię "Małego Księcia", uniwersalna książka i dla dzieci i dla dorosłych ^^

      Usuń
    2. Ja znowu wolę psy. Mają o wiele ciekawszą psychikę i miło jest ją poznawać, kotów nie umiem zrozumieć ale i tak je kocham. Też mam taką reakcję jak widzę kociaki bo one nie gryzą tak dotkliwie jak psy. Mam malo fobię z dzieciństwa bo kiedyś zaatakował mnie owczarek niemiecki i już jestem mniej ufna względem obcych dużych psów, małe jeszcze jakoś przeżyję.
      Co do sprawy książki, miło było przeczytać że też ją lubisz. Pamiętam jak kazali nam w gimnazjum wyrecytować trzy minuty z dowolnej prozy i własnie wybrałam tą książkę.
      nuda100

      Usuń
    3. O, to widzę, że mamy wiele wspólnego, bo też się boję psów. A paradoks jest taki, że w życiu mnie żaden nie ugryzł, ale i tak się ich boję, nie wiem dlaczego, tym bardziej, że jako dziecko się nie bałam. No ale cóż, mojego mózgu się nie ogarnie :D

      Usuń
  10. WOW! Nie wiem co jeszcze mogę napisać... brak mi słów....
    Z niecierpliwością czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  11. :o Najlepszy blog na świecie!:* bardzo mi się podoba❤

    OdpowiedzUsuń
  12. Zabrałam się dzisiaj do twojego fanfiction i niezwykle mnie zauroczyło. Nie jest to zwykłe opowiadanie,to jest jak książka. Cudowna,fascynująca i niezwykle poruszająca książka. Kiedy opisujesz jej przeżycia i relacje z Lou to zapiera to dech w piersiach,bo brzmi jak dobra literatura. Oby tak dalej,opowiadanie jest na prawde świetne i nie powinnaś marnować swojego talentu. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział i życzę Ci weny. Nie przestawaj pisać! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to czytać. I mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości to będzie najprawdziwsza książka... ;)

      Usuń
    2. Oby,bo opowiadanie jest na prawde świetne :D

      Usuń
  13. cuuuudownie piszesz! bardzo dobry rozdział (jak każdy :D )

    OdpowiedzUsuń
  14. Jezuuu ! Rozdział świetny ! Jesteś cudowna :D Nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji ;D
    Zapraszam również na mojego bloga, który uprzedzam nie jest żadnym fanfiction, ale mam nadzieję, że się spodoba ! http://is-this-what-you-call-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. dopiero wróciłam do domu a tu taka niespodzianka, nowy rozdział! ojjoj rozkręca się strach się bać co stanie się w następnych rozdziałach
    czyżby Lou był zazdrosny? :D
    Samuel, jaki Samuel? ciekawie ciekawie Ci powiem
    oczywiście rozdział genialny trzeba dodać tak na koniec ;)
    nie mogę się doczekać następnego, mam nadzieję że będziesz szybko i zobaczysz śliczne komentarze x

    OdpowiedzUsuń
  16. Co jak co, ale ten rozdział nieźle mnie zaskoczył. Skoro, jak twierdzisz, właśnie wkroczyliśmy w najbardziej dynamiczną fazę opowiadania i teraz będą się działy same szokujące rzeczy, to ja się naprawdę boję ciągu dalszego :o
    W życiu bym nie przypuszczała, że kiedy Zayn wreszcie pojawi się na miejscu spotkania, to przyniesie ze sobą taką nowinę. W pierwszej chwili, kiedy tak obojętnie minął Miley, przyszło mi do głowy, że jest na nią wściekły, ze może ktoś mu na nią nagadał (na przykład w kwestii jej relacji z Louisem), w końcu on traktuje ich relację dużo poważniej. Szczena mi opadła, jak ją pocałował tak przy wszystkich - Miley zresztą się nie opierała, co trochę mnie wkurzyło. Udało mi się również zarejestrować reakcję Louisa na tę scenę, ale to w tej chwili nieważne. Bardziej zajmuje mnie to, co oznajmił wszystkim Zayn. Jak to spłonął dom Miley?! Aż trudno w to wszystko uwierzyć! Wydawało się, że dziewczyna zaczyna jakoś układać sobie życie, w końcu poznała nowych przyjaciół i znalazła pracę, a tu nagle coś takiego. Serio, nad nią chyba jakieś fatum ciąży... Dobrze, że wszyscy skupili się w tej chwili na niej, próbując jakoś dodać jej otuchy. Eleanor faktycznie zachowała się z klasą - jeszcze kilka minut wcześniej była zazdrosna o Lou, tymczasem od razu zaproponowała, że będzie towarzyszyła Miley na komisariacie. To naprawdę dobra dziewczyna.
    Czekałam na opinię Louisa co do tego wszystkiego, bo od razu się domyśliłam, że Miley jedynie poczeka na dogodny moment, żeby spotkać się z nim sam na sam. Nie dziwię jej się. Bez względu na to, jak się ma między nimi sytuacja, dobrze się rozumieją i Tomlinson jest prawdziwym przyjacielem, na którego można liczyć. Chociaż faktycznie ich znajomość zaczyna się komplikować - widać, że Louisowi nie podoba się fakt, że Zayn kręci się wokół Miley. To dość oczywisty objaw zazdrości, choć on raczej się do niej nie przyzna. Szczerze mówiąc spodziewałam się za drzwiami kogokolwiek: Zayna, Eleanor, ale na pewno nie Samuela. Wbiłaś mnie tym w fotel :o Zaczynam podejrzewać, że to on podpalił dom Miley. W końcu dobrze wiedział, gdzie jej szukać, może ją obserwował od kilku dni...
    Zrobiło się niesamowicie ciekawie, jeszcze bardziej niż było przedtem :D Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Ej, zrobisz zakładkę z bohaterami ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby mogłabym, ale po co? Przecież jak opiszę historię Miley, to temu kto będzie czytał od początku i jeszcze nie będzie wiedział, co ją spotkało, zrobię spoiler ;) A wypisać jacy są bohaterowie to troszeczkę bez sensu...

      Usuń
  18. Sam przypomina mi samego szatana albo chociaż demona. Chyba naczytałam się za dużo książek o tym.
    Zdziwiła mnie reakcja Miley na wiadomość, że jej dom został spalony.. Spodziewałam się strachu, że się rozpłacze, ale nic takiego się nie stało.
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział! Xx

    OdpowiedzUsuń
  19. jeju... naprawdę kocham twoje opowiadanie ;3 tylko czekam co będzie dalej! mam mieszane uczucia co do Zayna a szczególnie do Sama! ;o nie zapominajmy o Cassie! :P nie wiem co myśleć XD jeszcze bardziej namąciłaś mi w głowie XD czekam na nexta i życzę weny. ;D tylko dodawał częściej bo umieram z ciekawości i niecierpliwości. xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS: pliss... dodaj jeszcze przed końcem wakacji!!! :P bo potem sql i mniej czasu i wgl... szczególnie że to moja ostatnia klasa gimy ;/ a tak wgl... chodzisz jeszcze do szkoły czy już na studia? jeśli tak to jakie?

      Usuń
    2. Studia. Dziennikarstwo i filologia polska :) Ok, dodam jeszcze przed końcem wakacji x

      Usuń
  20. To ff jest w czołówce moich ulubionych :D Naprawdę świetnie piszesz!!!

    OdpowiedzUsuń
  21. Naprawdę darzę sympatią to ff, jest inne. Chciałbym tylko złożyc prośbę, by jak najszybciej rozdział pojawił się na blogu. Oczywiście w miarę możliwości. Byłoby bardzo przyjemnie gdybyś zostawiła po sobie trochę dłuższy rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozdział będzie w ten weekend :) x

      Usuń
    2. o kurna!!! dodawaj bo się nmg doczekać! :D totalny mindfuck jak przeczytałam że to Sam... nie spodziewałam się! i... ojeju... jak ją kocham twojego nanfika! ^^ może jestem już na nie za stara ale one tak uzależniają jeśli wiesz o co mi chodzi XD ją zaczniesz czytać to już nie możesz przestać i znajdujesz kolejne przy każdym mówiąc że to już ostatni XD nmg się doczekać jakiegoś sweet momentu z Miley i Lou... xx

      Usuń
  22. Nie no to mnie teraz zaskoczylas :) Co tu do cholery robi Samuel ?? Rzeczywiście akcja się rozkręca .Wkurza mnie to pogrywanie Louisa ale z drugiej strony rodaje ono wszystkiemu smaczku :D Powtarzalam to już sto razu i powtorze sto pierwszy Kocham Twój styl pisania .Jest taki inny ,dojrzały .Strasznie przypadł mi do gustu .Nie mogę się doczekac nastepnych rozdziałów :)
    BCurly

    OdpowiedzUsuń