wtorek, 10 września 2013

Rozdział VI


Biorąc pod uwagę moją permanentną, nocną bezsenność, przespanie na zakurzonej kanapie większości dnia oraz fakt leżenia w pokoju gościnnym poznanego przed kilkoma godzinami chłopaka, oszacowałam, że szanse uśnięcia, pomimo świtu, wynosiły jakieś pół procenta. Gdybym tak jeszcze dodała do listy czynników niesprzyjających snowi brak czegokolwiek do demakijażu i ponownego umalowania, szczotki do włosów, piżamy, czy choćby jakiegokolwiek ubrania, w którym można by spać, po czym wyobraziła sobie siebie po wstaniu z łóżka: rozczochraną, rozmazaną, wymiętoszoną… O nie. Pomyliłam się. Szanse na sen były równe zeru.

Prawdopodobnie od jakichś dwudziestu minut Louis słodko spał w niebieskim pokoju. W gruncie rzeczy ryzykował być może nawet więcej ode mnie – mogłam okazać się złodziejką i ukraść, co tylko się dało, a potem zniknąć bezszelestnie, albo udusić go we śnie, czy spowodować inną tragedię. Jednak zaufał mi. Może w ten sposób, dając mi kredyt zaufania, chciał pokazać, że w przeciwieństwie do swojego przyjaciela Zayna, na nim mogłam polegać? Chyba poniosła mnie fantazja, po prostu mi pomógł.

Przerwałam swoje prowadzące donikąd rozmyślania, wstałam z łóżka i zaczęłam po raz kolejny przyglądać się albumom muzycznym dookoła. To wszystko wydawało mi się takie nierealne, jakbym nagle pojawiła się w środku toku akcji jakiegoś serialu czy powieści. Mieliście kiedyś takie wrażenie? Coś jakby wasze życie nagle zamieniło się w film, było takie nierzeczywiste… Dopadło mnie bardzo dziwne uczucie, że śnię, że już niedługo obudzę się z powrotem w moim domu, który nigdy nie spłonął i zbiegnę szybko po schodach do holu, gdzie będzie czekał na mnie Sam, i zabierze mnie na śniadanie do naleśnikarni, że idealną Eleanor wytworzyła moja wyobraźnia, jako dziewczynę, którą chciałabym być, że Louis to mój azyl, poczucie bezpieczeństwa… Chyba naprawdę zwariowałam. Otworzyłam drzwi prowadzące na taras i podmuch chłodnego powietrza przywrócił moje myśli na odpowiednie tory. Poczułam zimno, które było bardzo realne i powoli ponownie zaczęłam wierzyć we wszystko, co mnie spotkało, chociaż obawiałam się, że gdy wrócę do swojej szarej rzeczywistości, to dziwne uczucie powróci. Wtedy wpadł mi do głowy kompletnie wariacki pomysł. Niemal podbiegłam do wieży hi-fi i w takim pośpiechu, jakby właśnie nastąpiła natychmiastowa ewakuacja budynku, zabrałam płytę, która była w środku, zanim Louis włożył tam Janis, żeby się ze mnie ponabijać. W rękach trzymałam debiutancki krążek The Doors. Najszybciej jak tylko się dało, w obawie, żebym się nie rozmyśliła, kiedy przypadkiem dotrze do mojej świadomości, co robię i jak bardzo jest to głupie, schowałam znalezisko na samo dno mojej torebki i od razu zaczęłam się śmiać sama z siebie. Nieuzasadniony wybuch śmiechu – tak, zwariowałam to pewne. Jeszcze bardziej zachciało mi się śmiać, kiedy pomyślałam sobie, że jednak Louis nie powinien ufać obcym, bo naprawdę przygarnął pod swój dach złodziejkę. Oczywiste było, że nie jestem aż tak wielką fanką Doorsów, żeby kraść ich albumy, chciałam mieć po prostu coś, co należało do niego, coś co lubił, czego dotykał, coś, co przypomniałoby mi, że kiedyś spędziłam szalony wieczór z tak niezwykłym chłopakiem, że on gdzieś tam jest, żyje, gra na pianinie i za każdym razem, gdy chce posłuchać jednej ze swoich ulubionych płyt, przypomina mu się mała, czarnowłosa dziewczyna w łososiowej sukience. To miała być pamiątka dla nas obojga. Nie wierzyłam, że jeszcze kiedykolwiek zobaczę Louisa.

Balkon, na którym paliłam papierosa był malutki, ale w zupełności mi to nie przeszkadzało. Często podczas wielu nieprzespanych nocy, gdy już zaczynało się rozjaśniać, uwielbiałam otworzyć na oścież okno w pokoju i wdychać rześkie, poranne powietrze. Ten dziwny rytuał sprawiał, że czułam się wolna i miałam ochotę wybiec z domu na bosaka i w piżamie, i pędzić przed siebie, nieważne dokąd, nie chodziło o cel, lecz o samą podróż. Podobne uczucie ogarnęło mnie w tej chwili, na tym balkonie, z tą różnicą, że było już zupełnie jasno, a wybiec z tego mieszkania wręcz wypadało. Oparłam się o barierkę, zaciągnęłam papierosem i dopiero teraz, kątem oka, dostrzegłam przystanek autobusowy tuż obok sąsiedniego budynku. Wiedziałam już, co mam zrobić, ale gdzieś tam, głęboko w środku, czułam, że tak naprawdę tego nie chcę. I przyznaję, nie chciałam, nawet bardzo mocno nie chciałam, jednak to było jedyne sensowne rozwiązanie całej tej sytuacji. Miałam jedynie nadzieję, że Louis wybaczy mi tę płytę i nie utkwię w jego pamięci jako złodziejka. Zaciągnęłam u niego dług wdzięczności, okradłam go, a teraz, zarzucając torebkę na ramię, ulatniałam się z jego życia raz na zawsze bez żadnego pożegnania. Czułam się jak ostatnia, niewdzięczna suka, tym bardziej, że zdążyłam, go już polubić, ale coś mówiło mi, że nie mam innej drogi, że muszę wyjść i żyć dalej, jakby mnie tu nigdy nie było. Powoli, na palcach, starając się z całych sił, żeby nie spowodować nawet najcichszego dźwięku, weszłam do salonu. Zaczęłam podchodzić do drzwi wyjściowych skradając się jak złodziej, którym w sensie ścisłym nawet byłam, ale gdy już miałam chwycić za klamkę i wybiec na schody, znikąd ogarnęła mnie tak ogromna niepewność, że wstrzymałam oddech. Miałam chęć zachować się jak aktorka z hollywoodzkiego filmu - po cichutku wślizgnąć się do pokoju Louisa i delikatnie ucałować go na pożegnanie w czółko, o czym oczywiście nigdy by się nie dowiedział, ale za to zyskałabym romantyczne wspomnienie tej chwili. Jednak gdyby okazało się, że ma lekki sen, albo, o zgrozo, w ogóle nie śpi, wyszłabym z tego mieszkania, ale chyba oknem, żeby zaoszczędzić sobie dalszych kompromitacji. Hollywoodzkie pożegnania postanowiłam zostawić aktorom, ale mimo wszystko nie potrafiłam tak po prostu ulotnić się na dobre. Niewiele myśląc i zapominając o przesadnej ostrożności, wygrzebałam z torebki notatnik i długopis z czerwonym wkładem, rozejrzałam się po pokoju, podbiegłam małymi kroczkami do pianina i szybko, ale staranie zaczęłam kreślić litery. W pośpiechu nie potrafiłam wysilić się na nic porywającego i twórczego, ale zdecydowanie lepszym wyjściem było zostawienie kilku prostych słów na papierze i zmycie się stąd czym prędzej, niż zostanie przyłapanym na wymyślaniu górnolotnych poezji czy patetycznych mów. Rozejrzałam się ostatni raz dookoła, wzięłam głęboki wdech, po czym bez sekundy zawahania, pewnym krokiem wyszłam na klatkę schodową i wybiegłam szybko z budynku. Zmrużyłam oczy. Słońce już całkowicie wzeszło, ale to nie było w ogóle istotne, ważne, że moja ucieczka przebiegła bez szwanku. Udało mi się, wyszłam całkowicie niepostrzeżenie.

Kilka minut później stałam już na przystanku, a jedynym świadectwem mojej obecności w mieszkaniu Louisa była mała karteczka leżąca na klawiaturze pianina.



* * *



W dzieciństwie najbardziej lubiłam zabawę w chowanego i, nieskromnie, ale szczerze mówiąc, byłam w niej niedościgniona – wystarczyła mi chwilka, by znaleźć odpowiednie miejsce, gdzie nikt mnie nie szukał. Byłam w tym tak dobra, że wręcz słynęłam ze swojej cudownej umiejętności przepadania bez śladu w jednym momencie. Są pewne nawyki, z których nigdy się nie wyrasta. Tak samo, jak niepostrzeżenie zniknęłam z mieszkania Louisa, opuściłam swoje rodzinne miasto. Ze wszystkich ludzi, którzy mnie znali, o tym, że w ogóle wyjeżdżam i gdzie, wiedział jedynie Sam, ale tylko z tego powodu, że ta wiedza była mu całkowicie obojętna. Jak zresztą cała ja. Poza tym nietypowa zdolność do przepadania bez śladu parę dni przed moim ostatecznym zniknięciem z miasta uratowała mi życie, ale o tym opowiem kiedy indziej.

Louis nie miał racji – Zayn nie przyszedł przepraszać następnego dnia. Kolejnego też nie. I wiele następnych podobnie. Nie to, żebym jakoś szczególnie rozpaczała z tego powodu, co to, to nie, ale miałam cichą nadzieję, że może jednak naprawdę mnie polubił, a jedynie jego nietrzeźwy stan spowodował tę głupią sytuację. Chciałam, żeby zjawił się z przeprosinami tylko po to, żeby udowodnić samej sobie, że mnie polubił i właśnie dlatego chciał, żebym towarzyszyła mu na imprezie i nie chodziło wcale o seks. Niestety nic takiego się nie stało. Musiałam w końcu porzucić nadzieję i bez głupich złudzeń przyznać, że chciał mnie jedynie przelecieć. To była smutna prawda, ale szybko zdążyłam o niej zapomnieć.

Doprowadzenie do porządku szopo-ruiny, w której przyszło mi mieszkać, zajęło kilka dni. Z jednej strony miałam już dość sprzątania, zamiatania, szorowania i wszelakich innych czynności, które miały spowodować, że to siedlisko termitów zacznie przypominać dom, ale z drugiej przynajmniej miałam jakieś zajęcie, które pozwoliło mi oderwać się od nieprzyjemnych myśli. Do tego temperatura powietrza nieco spadła, przemieniając uporczywą spiekotę w przyjemne, ciepłe lato. Pogoda była wprost fantastyczna, więc w chwilach odpoczynku od sprzątania zwiedzałam okolice, chodziłam na długie spacery i robiłam zakupy w sklepie położonym najdalej od tego, w którym pracował Zayn. Przez te kilka dni zdążyłam polubić tę wieś, mimo iż była zupełnie inna niż te położone niedaleko mojej rodzinnej miejscowości. A może właśnie dlatego? Tutaj można było niemal wyczuć w powietrzu przyjazną atmosferę niczym z baśni i ludowych legend. Mieszkańcy byli niezwykle sympatyczni i chociaż nie należałam do ich społeczności, uśmiechali się na mój widok i ze szczerą serdecznością życzyli mi miłego dnia. Miałam wrażenie, że czas zaczął płynąć w zwolnionym tempie. Jednak sielankowy nastrój tych kilku dni nie pomógł mi pozbyć się z głowy jednego obrazu, który wciąż miałam przed oczami. Louis. Louis ze swoimi perfekcyjnie niesfornymi kosmykami włosów, którego duże, niebieskie tęczówki pożerają mnie z rozbawieniem.



27 komentarzy:

  1. Po prostu Wow! Sama nie wiem co powiedziec... Wlasnie znalazlam Twojego bloga i szybko przeczytalam wszystkie rozdzialy! To jest po prostu cudowne!! Wspaniale, piekne, wyjatkowe... Awww chyba przeczytam sobie od poczatku ;) <3 jejuu kiedy ta sobota bedzie?! Juz sie nie moge doczekac. Nosi mnie jak Lottie ;D pozdrawiam i ycze weny ;*

    Pd. czy mowilam juz ze to opowiadanie jest super? XD ;))) ♥
    Xxx

    Zapraszam do mnie, w wolnej chwili :)
    _______________________________________
    http://but-i-ll-love-them-endlessly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Świeeeetneeeeeeee! <3 <3 <3 Xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba nie zdajesz sobie sprawy jak ja czekałam na ten rozdział! I nareszcie jest, świetny jak zawsze :3
    Chciałabym więcej scen z Louisem i Miley w następnym, żeby coś się działo, coś więcej...
    Szkoda, że od niego uciekła :/ mam nadzieję, że niedługo się spotkają ;)
    I co ona naskrobała na tej kartce? :O
    I dziękuję, że zrobiłaś coś z tym wyglądem na telefon, mogę w jakiś sposób przeczytać to cudo :3
    Pozdrawiam cieplutko :* ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Awwww... Dzięki! <3 I pisz swoje, bo ja tak samo czekam na nowości u Ciebie ^^ ;***

      Usuń
  4. eeeej, ja sie tak nie bawie czemu ona od niego uciekla? ;( juz nie moge sie doczekac, az sie znowu spotkaja! :D dawaj jak najszybciej nexta <3

    ps. uwielbiam twoje opowiadanie :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham tego fanfika naprawde :) swietny jest ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jak zwykle świetny :) Masz duży, duży talent :* czekam na kolejny!
    @Directioner_747

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :* Super wiedzieć, że nadal czytasz ^^ <3

      Usuń
  7. Od dziś czytam tego bloga jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi słyszeć [znaczy się czytać] :) xxx

      Usuń
  8. Więc zacznijmy od tego że dosyć szybko dodajesz rozdziały i potrafisz określić kiedy będzie następny. Za to podziw. Słowo Insomnia prześladuje mnie na każdym kroku. A i wiedz że cię obserwuję. Dlaczego akurat Bezsenność (Insomnia)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już określę datę następnego rozdziału to mnie mobilizuje do pisania, dlatego to dla mnie taki trening trzymania się deadline'ów ;) A słowo Isomnia po prostu pasuje do tego fanfika. Dlaczego? Tego dowiesz się czytając dalej :) Dzięki, że czytasz i obserwujesz xxx

      Usuń
  9. Komentuję później niż został dodany, gdyż jak wiesz zaczął się rok szkolny, po za tym byłam taka szczęśliwa z tego rozdziału, że nie potrafiłabym ubrać swoich komplementów w sensowne zdania. Jak zwykle widać tu bogate słownictwo, długie, rozbudowane zdania, a nie takie na trzy słowa, które nie zawsze wyglądają dobrze. Jesteś chyba potomkiem Szekspira! Nie wiem ile razyci to jeszcze powtórzę, ale chciałabym posiadać taki dar pisania jak ty. Po za tym podziwiam cię pewnie jak wiele osób za to, że piszesz w jakim yerminie pojawi się rozdział. Już nie mogę się doczekać niedzieli, świetny rozdział, czekam na dalszy rozwój wydarzeń i na to co się wydarzy między naszą główną bohaterką, Lou, lecz także Zaynem. Życzę weny :)
    Nika. x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, jak miło <3 Dzięki bardzo, że nadal czytasz, a do tego tak sympatycznie komentujesz ^^
      Pozdrawiam ciepło xxxxxx

      Usuń
  10. Bradzo podoba mi się rozdział jak i całe opowiadanie .
    Cuuudo !!! ♥
    Przy okazji zapraszam do mnie . Mam nadzieję , że wyrazisz tam swoje zdanie : http://history-from-the-darkest-dreams.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej! Jestem tutaj przypadkiem, ale postanowiłam, że przeczytam sobie to opiwadanie :) Cięzko mi wszystko oceniać, bo nie jestem fanką one direction i raczej nie czytam ff, ale TO JEST SUPER. Jestem zdziwiona! Bez urazy, ale przywyczaiłam się do niskiego poziomu ffików :). Ty natomiast piszesz bardzo poprawnie, ładnie i z lekkością :) Telent :>!

    Pozdraiwm, zostawiam obserwację z przyjemnością i w sumie zapraszam do siebie :>>

    anothergenerations.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby to czytać wcale nie trzeba być fanem, mój brat czytał a nawet nie wie, kim jest Louis :P Dlatego właśnie zdecydowałam się na ff, a nie na zwykłe opowiadanie, bo ff można czytać jako najzwyklejszą historię, ale w drugą stronę już niekoniecznie, dlatego taki 2in1 ^^

      Usuń
  12. Niedawno znalazłam Twojego bloga i od razu mi się spodobał. Przeczytałam wszystkie rozdziały jednym tchem. Bardzo dobrze się czyta i piszesz wyczerpująco i poprawnie. Wzbudzasz moją ciekawość. Np. Co to za przeszłość naszej głównej bohaterki? Fajnie by było też gdybyś pisała ze strony widzenia innych bohaterów np. Lou.
    Ale dosyć polonistycznych gadek! (tak, głupi humanistyczny mózgu, zarażony szkołą, koniec! xD) Nie mogę się doczekać nn. Kocham!
    Nika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorąc pod uwagę, że studiuję polonistykę, mogę śmiało stwierdzić, że polonistyczne gadki mnie nie nudzą :D Perspektywy innych bohaterów nie planuję, od razu miałam zamiar pisać z punktu widzenia tylko i wyłącznie Miley, dzięki temu więcej dziewczyn będzie mogło postawić się na jej miejscu i zastanawiać się, co kombinują i myślą inni bohaterowie, a nie, mieć wszystko od razu napisane :)

      Cieszę się, że Ci się spodobało. Pozdrawiam xxx

      Usuń
  13. Jeej, jaram sie :D rozdział jak zawsze świetny, nie mogę się doczekać niedzieli :D oczywiście nie chce niszczyć związku El ale jestem ciekawa, czy Lou będzie z Lottie :3
    +dziękuję, ze odpisalas mi na fb :) kochamkochamkocham <3 xx ~jolka

    OdpowiedzUsuń
  14. Trafiłam tutaj dzięki temu, że zostawiłaś u mnie link do swojego bloga i szczerze? Chcę Ci za to podziękować. Swoim stylem pisania zdobyłaś moje serce. Muszę przyznać, że piszesz cudownie, magicznie *.* Jestem pod ogromnym wrażeniem. Zaintrygowała mnie twoja twórczość. Naprawdę, niesamowicie piszesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? Byłaś na moim blogu, zanim ja byłam na Twoim, bo sama się ogłosiłaś w zakładce spam :D Ale cieszę się, że przy kolejnych odwiedzinach zdecydowałaś się zostać na dłużej xxx Dziękuję! xxx

      Usuń
  15. Cieszę się, że jutro pojawi się nowy rozdział. Jesteś niesamowita. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zakochałam się w tym opowiadaniu <3 czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Booooskie! *-* swietne naprawde *-* weny i buziole ;-*

    http://life-moment-love-force.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie będę się rozpisywać bo to bez sensu xD
    Piszesz naprawdę dobrze, zachęcasz do czytania.
    Czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń